ROZDZIAŁ I

Krzesło, stół, krzesło, talerz, krzesło, drzwi, krzesło. Drzwi. Drzwi. Drzwi zawsze zamknięte. To tam ojciec strzelił sobie z dubeltówki w głowę, kiedy przypadkowo odkrył prawdę. Zobaczył na własne oczy... Wcale nie tak łatwo zastrzelić się z dubeltówki. Trzeba zblokować kolbę tak, żeby w momencie strzału ani drgnęła. Najlepiej o ścianę, albo jakiś ciężki mebel. W rogu pokoju. Zrobił to w rogu pokoju. Przysunął krzesło, zblokował rękojeść. Siadł. Zaplątał w rękę skórzany pas. Odgiął kurek. Włożył lufę do ust. Kciukiem wymacał spust. Przez głowę pewnie przemknęła mu jeszcze raz cała scena. Nogi. Ramiona. Kolba. Huk. Kiedy wbiegliśmy do pokoju w powietrzu unosił się jeszcze zapach prochu, a przy suficie krążyła mgiełka, zasłaniająca częściowo czerwony ślad, który ułożył się wzdłuż wystrzału. Rzrzrzrzrzrzrzrzrzrzrzrzrzrzrzrz rzrrzrzrzrz. Jak ślad kropidła. Nic więcej. Tylko to. I ojciec w kącie oparty o strzelbę, siedzący na krześle, zgięty wpół. Lewa ręka wyciągnięta wzdłuż ciała. Kołysała się lekko. Prawa wplątana w pasek, zahaczona kciukiem o spust. Lufa strzelby tkwiąca w jego ustach. Podtrzymywali się nawzajem. Ojciec, strzelba, krzesło. I ręka, jak metronom. Powoli. Lewo, prawo, lewo, prawo. Byłby chyba zadowolony. Zawsze lubił porządek. Poza śladem na suficie wszystko pozostało nienaruszone. Jak zatopione w żywicy na dnie morza. Ukryte w pamięci.

***

W dniu pogrzebu matka zamknęła drzwi na klucz i nie pozwoliła nikomu tam wchodzić. „Nie będziecie nic przesuwać, ruszać, grzebać w papierach, zdjęciach. Ma tak zostać” – powiedziała. „Ojciec by sobie tego życzył” – dodała. Nakryty stół już czekał na gości. Podchodzili powoli. Patrzyli na zamknięte drzwi. Nikt nic nie mówił. Osiem osób.


W ciszy__________________najpierw zupa. Potem drugie. Ziemniaki. Gniecione – jak lubił, śledź na zimno z cebulą. Sznaps. Dopiero wtedy rozpoczęły się rozmowy. Z początku ciche. Prawie szeptem, jakby ojciec spał w sąsiednim pokoju i nie można go było budzić. Potem coraz głośniejsze. Patrzyłem w ich zęby. Zaglądałem do wnętrza. Czy, tak jak on, mają w środku dziurę? Może też to widzieli i nie wytrzymali? Poszedłem na górę. Zabrałem aparat. Film naciągnąłem kilka dni wcześniej. Zdążyłem od tego czasu zrobić trzy fotografie jego gabinetu. Biurko. Okulary, otwarta księga rachunkowa. Teraz pokój zamknięty jest na dobre. Zszedłem na dół i zrobiłem zdjęcia rodzinie. Potem poszedłem na cmentarz i obfotografowałem grób. Tyle wieńców. Przyszła chyba z połowa miasta. Nikt nie wiedział co się stało. Jak? I nie dowiedzą się. Wszystko zamknięte jest w jego pokoju. Na klucz, który ma matka. A ona na pewno nic nie powie.