FOOTBALL





Kiedy dotarliśmy na miejsce oba zespoły szykowały się już do rozgrywki. Niewiele wiedziałem o zasadach gry, więc w drodze Joachim objaśnił mi z grubsza na czym to wszystko polega. Z tego, co mówił, wynikało jednak, że i on nie przywiązuje większej wagi do oficjalnych zasad. W całym meczu najbardziej interesował go ruch drużyny i poszczególnych zawodników. Liczył ilość wyskoków i sposób ich wykonania, szybkość i jakość biegu, ruch graczy, nawet w momencie, kiedy nie byli przy piłce. Analizował wykresy powstałe z przemieszczania wzdłuż i w poprzek boiska, przyglądał się dokładnie detalom takim, jak gest dłoni, czy stopy przy kopnięciu, skręt głowy w momencie odbijania nią piłki. Każdy, nawet najmniejszy ruch zawodnika, miał dla niego znaczenie, dlatego często patrzył w zupełnie innym kierunku, niż podążała gra. W wypadku wyjątkowo, jego zdaniem, widowiskowych zachowań, przyznawał piłkarzom dodatkowe punkty. Wszystko to zapisywał w swoim notesie. Na koniec meczu podliczał punktację i wyłaniał najlepszego gracza meczu, oraz ustanawiał drużynę, która zwyciężała. Często zdarzało się, że nie był to faktyczny zwycięzca spotkania.

ROZDZIAŁ I

Krzesło, stół, krzesło, talerz, krzesło, drzwi, krzesło. Drzwi. Drzwi. Drzwi zawsze zamknięte. To tam ojciec strzelił sobie z dubeltówki w głowę, kiedy przypadkowo odkrył prawdę. Zobaczył na własne oczy... Wcale nie tak łatwo zastrzelić się z dubeltówki. Trzeba zblokować kolbę tak, żeby w momencie strzału ani drgnęła. Najlepiej o ścianę, albo jakiś ciężki mebel. W rogu pokoju. Zrobił to w rogu pokoju. Przysunął krzesło, zblokował rękojeść. Siadł. Zaplątał w rękę skórzany pas. Odgiął kurek. Włożył lufę do ust. Kciukiem wymacał spust. Przez głowę pewnie przemknęła mu jeszcze raz cała scena. Nogi. Ramiona. Kolba. Huk. Kiedy wbiegliśmy do pokoju w powietrzu unosił się jeszcze zapach prochu, a przy suficie krążyła mgiełka, zasłaniająca częściowo czerwony ślad, który ułożył się wzdłuż wystrzału. Rzrzrzrzrzrzrzrzrzrzrzrzrzrzrzrz rzrrzrzrzrz. Jak ślad kropidła. Nic więcej. Tylko to. I ojciec w kącie oparty o strzelbę, siedzący na krześle, zgięty wpół. Lewa ręka wyciągnięta wzdłuż ciała. Kołysała się lekko. Prawa wplątana w pasek, zahaczona kciukiem o spust. Lufa strzelby tkwiąca w jego ustach. Podtrzymywali się nawzajem. Ojciec, strzelba, krzesło. I ręka, jak metronom. Powoli. Lewo, prawo, lewo, prawo. Byłby chyba zadowolony. Zawsze lubił porządek. Poza śladem na suficie wszystko pozostało nienaruszone. Jak zatopione w żywicy na dnie morza. Ukryte w pamięci.

***

W dniu pogrzebu matka zamknęła drzwi na klucz i nie pozwoliła nikomu tam wchodzić. „Nie będziecie nic przesuwać, ruszać, grzebać w papierach, zdjęciach. Ma tak zostać” – powiedziała. „Ojciec by sobie tego życzył” – dodała. Nakryty stół już czekał na gości. Podchodzili powoli. Patrzyli na zamknięte drzwi. Nikt nic nie mówił. Osiem osób.


W ciszy__________________najpierw zupa. Potem drugie. Ziemniaki. Gniecione – jak lubił, śledź na zimno z cebulą. Sznaps. Dopiero wtedy rozpoczęły się rozmowy. Z początku ciche. Prawie szeptem, jakby ojciec spał w sąsiednim pokoju i nie można go było budzić. Potem coraz głośniejsze. Patrzyłem w ich zęby. Zaglądałem do wnętrza. Czy, tak jak on, mają w środku dziurę? Może też to widzieli i nie wytrzymali? Poszedłem na górę. Zabrałem aparat. Film naciągnąłem kilka dni wcześniej. Zdążyłem od tego czasu zrobić trzy fotografie jego gabinetu. Biurko. Okulary, otwarta księga rachunkowa. Teraz pokój zamknięty jest na dobre. Zszedłem na dół i zrobiłem zdjęcia rodzinie. Potem poszedłem na cmentarz i obfotografowałem grób. Tyle wieńców. Przyszła chyba z połowa miasta. Nikt nie wiedział co się stało. Jak? I nie dowiedzą się. Wszystko zamknięte jest w jego pokoju. Na klucz, który ma matka. A ona na pewno nic nie powie.

GRAPHICS



OPIS/ABOUT

„1958” to projekt, który odnosi się do serii fotografii zakupionych w sklepie ze starociami na Bornholmie. Jest to kolekcja jedenastu czarnobiałych klisz, pokazujących rodzinne życie mieszkańców jednego z miasteczek na wyspie w latach 50. Fotograf skupił się na wydarzeniach towarzyskich, wspólnych wycieczkach, pejzażach. Zatrzymują one pewien moment w historii, jednocześnie nie wskazując jednoznacznie na miejsce ich zrobienia. Zamierzam opracować zdjęcia w formie archiwum, które przekazane zostanie Bornholms Kunstmuseum oraz stworzyć na ich podstawie krótkie narracje i prace wizualne, które staną się podstawą do powstania książki (artbooka), pracy audiowizualnej oraz wystawy w 2015r. w Galerii Fundacji Archeologia Fotografii w Warszawie. Stworzone przeze mnie w ramach projektu prace – budowane za pomocą tekstu, przetworzonych fragmentów fotografii, oraz grafik – mają odnosić się do sytuacji zamknięcia i izolacji związanej z wyspą i egzystowaniem w niewielkiej społeczności.

"1958" is a project that refers to a series of photographs purchased at an antique store on the island of Bornholm. This is a collection of eleven black and white films, showing the family life of the inhabitants of one of the towns on the island in the 50s. Photographer focused on social events, joint excursions, landscapes. They retain a certain moment in history, while not indicating clearly the place they were taken. I'm going to draw pictures in the form of an archive that will be transferred to Bornholm Art Museum and created on the basis of short narratives and visual works that will become the basis for the creation of the book (artbook), audiovisual work and exhibitions in 2015 at Gallery Archeology of Photography Foundation in Warsaw. The works, that I create during the project – built with text, transformed photographs, and graphics – will refer to the situation of closure and isolation associated with the island and someone that has to live in a small community.